Religion for idiots

politykapolska.eu 1 day ago
Zdjęcie: Religia właśnie dla idiotów


W skrócie dla leniwych *

(j)Dawny Kościół, dawną religię i dawnego Boga zastąpiły w naszym codziennym życiu media. Z nich czerpiemy wzorce moralne i inne, nieodzowne do funkcjonowania w „nowoczesnym” społeczeństwie. Zamiast kazania – talk-show, zamiast ołtarza – TV. Zamiast przykazań boskich – „róbta co chceta”. Wszystko to, z czego nie zdają sobie sprawy ci „nowocześni” jest nową religią z jej wszystkimi atrybutami jak Bóg, kościół, kapłani. A oni, sadząc iż są niewierzącymi stali się jej nieświadomymi wyznawcami.

Parafrazując znany slogan reklamowy „nie dla idiotów” pragnę zwrócić uwagę na poziom, na którym jesteśmy raczeni wspaniałościami nowej mowy i myśli. I na to, z czego to wynika.

Nowocześni, świadomi, wolni od wpływów religii

Wielu z nas chętnie przypina sobie takie etykietki, będąc w pełni przekonani, iż tak właśnie jest. Dlaczego jesteśmy o tym przekonani i kto nas w tym przekonaniu utwierdza? Spróbujmy sobie sami na to pytanie odpowiedzieć.

Zaznaczam, iż nie podnoszę tu kwestii istnienia czy nie istnienia Boga. Bardziej chodzi mi o stwierdzenie, jaką rolę w naszym życiu odgrywa TA ISTOTA, której przypisujemy tyle niezwykłych adekwatności. I, czy zaszliśmy naprawdę tak daleko aby stwierdzić, iż jesteśmy wolni od tego zjawiska?

Już w zaraniu dziejów nasi protoplaści malowali na ścianach jaskiń swoje wizerunki jak i wizerunki swoich bóstw. Każda kultura w każdym zakątku świata w okresie, który udało nam się do tej pory poznać, pozostawiła lub pozostawia po sobie swoje wyobrażenia o tej sile, która wszystko może, jest wszechobecna i chroni (powinna chronić) akurat swoich wyznawców. Czasem, (jak często wyznawcy pewnych religii byli przez swoich kapłanów przekonywani), tylko tych, którzy złożyli jej odpowiednią ofiarę.

Jak to się ma do dzisiejszych czasów? Właśnie. Uważamy się za ludzi świadomych, wiedzących więcej i lepiej od innych a już na pewno więcej i lepiej od tych innych z przeszłości. Czy naprawdę tak jest? Pokuszę się, aby temu zaprzeczyć i choćby spróbuję to udowodnić.

Wróćmy do przeszłości. Czy fakt, iż w każdej cywilizacji istniał czy istnieje Bóg (bogowie) nie jest zjawiskiem na tyle miarodajnym, iż pozwala nam wysnuć pewien wniosek na temat tego jacy jesteśmy? Z czego bierze się ta ciągła potrzeba znalezienia czegoś wyższego, wyjątkowego? Czegoś, co wypełni nam te sfery, których istnienia nie jesteśmy w stanie ogarnąć naszym umysłem. Czegoś co będzie lekiem „na całe zło”. Czy ta potrzeba nie jest nierozerwalnie związana z naszą człowieczą naturą? Oczywiście jest. Jak najbardziej.

Przy świadomości tej niewiedzy, którą posiadamy, tych braków w umiejętnościach i możliwościach jest miło i wygodnie wiedzieć, iż istnieje taki ktoś, kto wie lepiej, więcej może i czuwa nad nami. ZWALNIA TO NAS SAMYCH Z TAK RYZYKOWNYCH I NIEWYGODNYCH CZYNNOŚCI JAK DECYZJE O TYM CO NAJWAŻNIEJSZE. Tysiąc razy łatwiej żyje się bez dylematów; wolno mi czy nie, powinienem czy lepiej nie. Mamy listę wyznaczników moralnych i wskazań, które powinny rozwiać nasze wątpliwości.

Tym zjawiskiem w mniejszym stopniu można tłumaczyć też potrzebę istnienia liderów w społeczeństwie. Podłączamy się pod różnych „głosicieli prawd absolutnych” czy „lekarzy wszystkich chorób”, bo tak najłatwiej. I w razie niepowodzenia mamy natychmiast wytłumaczenie na naszą złą decyzję. „Oni” (on) są winni. Obiecali i nie dotrzymali słowa. Obiecali i skłamali.

To, iż pewne rzeczy, używając zwykłej logiki są do przewidzenia, umyka naszej uwadze. Myślenie życzeniowe bierze górę nad rozsądkiem. No bo skoro za to odpowiada ktoś inny, to można sobie pomarzyć.

Wróćmy do tematu. Więc my, tacy nowocześni, którzy wreszcie po setkach lat odkryli zjawisko pedofilii i homoseksualizmu w Kościele, możemy głośno krzyczeć, iż to wszystko to chory anachronizm. Bóg jest dla biednych i głupich. I każda religia ma na celu tylko jedno. Wykorzystywać. Wykorzystywać przy pomocy manipulacji, oszustw. Wyrwać, ile się jeszcze da zmieścić, do tych spasionych brzuchów.

To, iż wojny religijne istniały i istnieją nie jest niczym nowym. Ale jednej z nich, najbardziej znamiennej w skutkach nie zauważamy do dziś. Mimo, iż dzieje się pod naszym nosem i często sami w niej nieświadomie uczestniczymy.

Odwieczna potrzeba istnienia „Siły Wyższej” w naszym życiu pozostała. Ten mechanizm jest niezmienny. Zmieniła się tylko forma

I tak wszyscy wielce przekonani, którzy myślą, iż akurat oni są wolni od „obcych wpływów” bogów i bożków nie zauważają w jakie bagno sami wpadli.

Nie zauważają, iż choćby nie są biernymi wyznawcami „najnowszej i najpotężniejszej” z religii, ale jak najbardziej aktywnymi „współpracownikami”. Ta „religia” jest tak kompleksowa i wszechobecna, i tak już nas i nasze „dusze” opanowała, iż choćby przez moment nie ośmielimy się pomyśleć, iż jest inaczej niż głoszą jej „apostołowie”.

Przejdę teraz do sedna sprawy. Od wieków, ale jeszcze kilkadziesiąt lat temu w naszych kręgach kulturowych, o tym co jest moralne a co nie, decydował ksiądz. On też z ambony mówił nam co jest dobre a co złe, jak powinniśmy się ubierać idąc do kościoła a jak na inne okazje. W dalekich krajach czynili to odpowiednio kapłani tamtejszych wyznań. Religia służyła do wyznaczania wzorców moralnych ale też decydowała o modelach gospodarczych i politycznych. Decydowała często o tym, kto z kim ma prowadzić wojny i dlaczego. Wskazywała kto jest grzesznikiem a kto bohaterem. Kto sprawiedliwym a kto złoczyńcą.

Kto dzisiaj przejął tę rolę i z jakim skutkiem dla społeczeństw?
Kto wyznacza dzisiaj nasze wzorce moralne?
Kto wpływa na nastroje społeczne?
W końcu kto decyduje o tym, co to jest ta tzw „mowa nienawiści”?
Nawet nie zauważyliśmy, iż mamy nowego boga, nową religię, nowych kapłanów.Tak naprawdę wiemy o tym już dawno ale czy odważyliśmy się do tego przyznać?

I TAK TO NOWYM „KOŚCIOŁEM” STAŁY SIĘ MEDIA.

No dobrze, skoro media mają już być tym kościołem, to kim lub czym jest ten nowy bóg? Bo kto spełnia rolę kapłanów, łatwo się domyślić. Pozostaje dylemat boga i religii.

Bóg w tym przypadku jest tylko formą energii. Sfokusowanym wyznacznikiem grupy ludzi posiadających władzę, media i przede wszystkim wspólne cele i interesy.

I tu wcale nie muszą zachodzić zjawiska, tak chętnie przytaczane przez zwolenników różnych teorii spiskowych, ze ci ludzie spotykają się, aby zmawiać się przeciw ludzkości. Oni nie muszą się spotykać. Wystarczy ta olbrzymia energia, ta chęć posiadania łącząca ich wszystkich. Jest to na tyle zrozumiałe dla ich pracowników (kapłanów), iż praktycznie nie są potrzebne choćby szczególne dyrektywy.

A teraz przejdźmy do istoty tej religii. I tu już jest to szczególnie ważne dla nas wszystkich. Bazując na instynktach ludzkich, na tych naszych cechach, do których najczęściej się przyznać wstydzimy, zbudowana została filozofia, która z pozoru wreszcie czyni nas „wolnymi”. Wyzwalając w nas uczucia zawiści, pożądania, nienawiści, zemsty, apelowano dokładnie do tych cech, które dotychczasowe religie jak najbardziej potępiały. Niestety, są to też cechy jak najbardziej ludzkie i „wreszcie” w tej nowej religii nie musimy mieć wyrzutów sumienia czyniąc zło. Udało nam sie wyzwolić z dotychczasowych, sztywnych reguł kościelnych. Pukając do naszych instynktów, emocji czy wręcz gospodarki hormonalnej stworzono społeczeństwa (to dotyczy większości krajów) zidiociałe, reagujące na prymitywne, wysyłane w ich kierunku sygnały, niezdolne do samodzielnego myślenia nie mówiąc już o krytycznym.

I znowu triumfuje „nic co ludzkie nie jest mi obce”. Ale tym razem nie dotyczy to tej jaśniejszej naszej strony.

Rolę kazania przejęły talk-show-y. Tam mówi się mniej lub bardziej otwarcie o tym, co wolno nam myśleć i mówić, a co nie. Wszelkie wypowiedzi „ekspertów” i „autorytetów” moralnych jak i statystyki podawane nam do wiadomości, służą temu aby nas przekonać, ze to co „my myślimy” jest tą jedyną, adekwatną prawdą. To „my” mamy na nią monopol. A gdyby było inaczej, patrz punkt pierwszy. Reklamy i audycje typu; z życia gwiazd disco polo, lub czym jeździ piłkarz najlepszej drużyny Niemiec, wskazują nam kierunki naszych marzeń. Audycje o gotowaniu dają przykłady mebli, zastawy i tego, co jeść powinniśmy. Jeszcze inne decydują co mamy na siebie ubrać w nadchodzącym sezonie. I nie zauważamy choćby jakie wzorce sprzedaje nam się podprogowo. Pod pozorem światowości otrzymujemy modele antyrodzinne, antynarodowe. Wyrywa się nam brutalnie korzenie naszej tradycji.

I przez to myślimy, iż MY WSZYSTKO WIEMY. I choćby wiemy lepiej. Myśląc przy tym, iż to naprawdę sami wszystko wymyśliliśmy. Bez absolutnie czyjejś pomocy. A już na pewno nie przy pomocy medialnej. Żałosne.

Nie chciałbym wyglądać na malkontenta. I w tym procesie widzę dobre strony. Czy faktycznie jest nam potrzebny Kościół w takiej formie jaką znamy? Przecież w przekonaniu wielu jest tylko siedliskiem homoseksualistów i pedofili. Przestańmy płacić na nich to wszystko, co teraz płacimy. Zapłaćmy za to więcej za abonament TV. Będzie prościej. Zaoszczędzimy tych wycieczek do kościoła. Czas i wysiłek. Bez sensu. Ołtarze mamy w domu już od dawna. Nie jesteśmy tylko do końca tego świadomi. U niektórych wisi, choćby zajmując całą ścianę. Musimy tylko dokupić klęcznik lub może lepiej dywanik. Taki na którym można uklęknąć ale też w przypadku zmiany kierunku wiatru i czołem w niego przyłożyć. A jak do abonamentu dorzucimy jeszcze 5 zł, to może i grzechy odpuścić by się dało.

*(opublikowano po raz pierwszy w 2019 roku na portalu NISS)

Read Entire Article