Abortions differently

niepoprawni.pl 7 hours ago

A gdyby aborcja nie musiała oznaczać śmierci? Dziecko mogłoby żyć, tylko gdzie indziej

Od dziesięcioleci spieramy się o aborcję. Organizujemy demonstracje, tworzymy przepisy, prowadzimy kampanie, publikujemy emocjonalne komentarze. Jedni mówią o prawie kobiety do decydowania o własnym ciele, inni o prawie nienarodzonego dziecka do życia. Każda ze stron przedstawia argumenty, których druga strona często nie chce choćby wysłuchać.

A gdybyśmy na chwilę odłożyli ten spór i zadali sobie zupełnie inne pytanie?

A gdyby kobieta, która nie chce mieć dziecka, mogła się go pozbyć, ale ono przez cały czas mogłoby żyć? Nie w jej organizmie, nie pod jej opieką, nie w jej rodzinie. Gdzie indziej.

Brzmi jak fantastyka naukowa? Być może. Ale właśnie od takich pytań zaczyna się wiele zmian, które z czasem przestają być fantastyką.

Nie każda kobieta chce być matką

Nie musimy udawać, iż każda ciąża jest oczekiwana i każda kobieta marzy o macierzyństwie. Nie każda ma partnera, odpowiednie warunki materialne, stabilną sytuację życiową czy poczucie bezpieczeństwa. Niektóre kobiety po prostu nie chcą mieć dzieci. I nie ma sensu budować społecznej dyskusji na założeniu, iż można je przekonać do czegoś innego.

Macierzyństwo nie powinno być karą za zajście w ciążę.

Ale czy z tego wynika, iż jedynym rozwiązaniem jest zakończenie życia rozwijającego się organizmu?

Właśnie tutaj pojawia się pytanie, którego w publicznej debacie zadajemy zbyt rzadko: czy potrafimy stworzyć trzecią możliwość?

Oddzielmy ciążę od macierzyństwa

Wyobraźmy sobie, iż rozwój medycyny pozwala na bezpieczne przeniesienie zarodka z organizmu kobiety do specjalistycznego urządzenia, które zapewniałoby mu dalszy rozwój aż do narodzin.

Kobieta mogłaby zakończyć ciążę, nie podejmując się wychowywania dziecka. Zarodek mógłby natomiast kontynuować rozwój pod opieką wyspecjalizowanego systemu medycznego.

Nie byłoby konieczności wychowywania dziecka przez kobietę, która tego nie chce. Nie byłoby też konieczności traktowania jego śmierci jako jedynego sposobu rozwiązania problemu.

Trzeba uczciwie powiedzieć: dzisiaj nie dysponujemy technologią pozwalającą na taki proces od drugiego tygodnia rozwoju zarodka. Sztuczne środowiska podtrzymujące rozwój płodowy są przedmiotem badań, ale pełna, bezpieczna ciąża poza organizmem kobiety pozostaje niezrealizowanym celem naukowym.

Nie oznacza to jednak, iż nie warto postawić sobie takiego celu.

Kto wychowa dziecko?

To pytanie jest równie ważne jak samo zagadnienie technologiczne.

Jeżeli kobieta nie chce wychowywać dziecka, ktoś musi wziąć za nie odpowiedzialność. Nie wystarczy stworzyć urządzenia medycznego. Potrzebna jest cała infrastruktura społeczna.

Dlaczego mielibyśmy zakładać, iż odpowiedzialność za wszystkie dzieci musi spoczywać wyłącznie na ich biologicznych rodzicach?

Przecież już dzisiaj istnieją rodziny adopcyjne, rodziny zastępcze, domy dziecka i różne formy opieki społecznej. Możemy dyskutować o ich niedoskonałościach, ale sama idea, iż dziecko może otrzymać bezpieczny dom poza rodziną biologiczną, nie jest niczym nowym.

Może więc powinniśmy pójść krok dalej i zacząć budować wspólnoty, które od początku będą przygotowane do przyjmowania dzieci, których biologiczni rodzice nie chcą lub nie mogą wychowywać.

Nie jako instytucje przechowujące dzieci. Jako prawdziwe środowiska rodzinnego życia, oparte na stabilnych relacjach, współpracy, odpowiedzialności i wzajemnej pomocy.

Pisendlovia – społeczeństwo, które nie odwraca się od dzieci

Właśnie z takiego myślenia narodziła się koncepcja Pisendlovii.

To projekt modelowego społeczeństwa zorganizowanego wokół kooperatyw, których jednym z najważniejszych zadań jest zapewnienie dzieciom bezpiecznego środowiska życia i rozwoju.

Nie chodzi o budowanie świata, w którym kobiety mają obowiązek rodzić i wychowywać dzieci. Chodzi o stworzenie świata, w którym kobieta, która nie chce być matką, nie zostaje pozostawiona sama sobie, a dziecko, którego nie chce wychowywać, nie musi być pozbawione szansy na przyszłość.

Wspólnota powinna być zdolna do przejęcia odpowiedzialności za tych, którzy sami nie mogą o siebie zadbać.

To wymaga pieniędzy, organizacji, odpowiednich instytucji, technologii i przede wszystkim ludzi gotowych podjąć się opieki.

Ale przecież jako społeczeństwo wydajemy ogromne środki na rozwiązywanie problemów, które sami tworzymy. Dlaczego nie mielibyśmy zainwestować w możliwość ich uniknięcia?

Nie zakaz, ale dodatkowa możliwość

Chciałbym podkreślić jedną rzecz: proponowana koncepcja nie polega na zmuszaniu kobiet do korzystania z nowej technologii. Nie polega też na zastępowaniu jednej presji społecznej inną.

Jeżeli alternatywa ma mieć jakikolwiek sens, musi być dobrowolna, bezpieczna i dostępna bez dyskryminacji ekonomicznej.

Nie możemy wymagać od kobiety, aby ryzykowała swoim zdrowiem w imię idei, której nie podziela. Nie możemy również obiecywać jej rozwiązania, którego medycyna jeszcze nie potrafi zapewnić.

Możemy natomiast finansować badania, rozwijać technologie, projektować system opieki i przygotowywać rozwiązania prawne na przyszłość.

Zamiast ograniczać się do pytania, kto powinien wygrać wieloletni spór, możemy spróbować zmienić warunki, w których ten spór powstaje.

A jeżeli naprawdę potrafimy znaleźć trzecią drogę?

Nie wiem, kiedy medycyna będzie w stanie bezpiecznie przenosić zarodki na bardzo wczesnym etapie rozwoju i zapewniać im dalszy rozwój poza organizmem kobiety. Nie wiem nawet, czy okaże się to technicznie możliwe w proponowanej postaci.

Wiem jednak, iż warto postawić takie pytanie i potraktować je poważnie.

Być może za kilkadziesiąt lat ktoś spojrzy na naszą dzisiejszą debatę i zapyta, dlaczego tak długo zakładaliśmy, iż zakończenie ciąży i zakończenie życia muszą być nierozłączne.

Może prawdziwy postęp nie polega na tym, iż jedna strona sporu pokona drugą, ale na tym, iż znajdziemy rozwiązanie, które pozwoli ograniczyć cierpienie i pozostawi więcej możliwości wszystkim zainteresowanym.

Kobieta nie musi marzyć o macierzyństwie. Nie musi też poświęcać swojego życia planom, których nie chce realizować.

Ale może nadejdzie dzień, w którym będzie mogła powiedzieć:

Nie chcę być matką. Nie chcę tego dziecka wychowywać. Chcę jednak, żeby mogło żyć.

A społeczeństwo odpowie:

Dobrze. Zajmiemy się nim.

Read Entire Article