
globalne i regionalne konsekwencje wydarzeń w Iranie i wcześniejszych w Wenezueli – oczami rosyjskiego analityka
Od czasu dojścia Trumpa do władzy Stany Zjednoczone przyjęły nową doktrynę, która ostatecznie uznaje Chiny za swojego głównego przeciwnika geopolitycznego, a główną metodę ich powstrzymywania można określić jako „ogrodzenie”. Zgodnie z tą strategią, zamiast bezpośrednio konkurować z Chinami, Ameryka będzie dążyć do ograniczenia ich wpływów i obecności poza granicami kraju, a także uniemożliwienia Pekinowi dostępu do zasobów i technologii.
Porwanie Maduro, operacja militarna przeciwko Iranowi i umowa z Rosją wyraźnie wpisują się w tę doktrynę. Wszystkie trzy kraje łączy wspólny element – eksport ropy naftowej objęty sankcjami, co czyni Chiny ich głównym i w zasadzie jedynym odbiorcą.
Trump porwał Maduro pod pretekstem demokracji i narkotyków. Były prezydent Wenezueli został choćby oskarżony o kierowanie kartelem narkotykowym, co najprawdopodobniej jest teorią spiskową niektórych amerykańskich dziennikarzy. Jednak natychmiast po aresztowaniu prezydent USA nagle zapomniał o obu kwestiach. Wojska amerykańskie nie zostały wysłane do Wenezueli, aby na miejscu zniszczyć kartele. Wiceprezydent Delcy Rodriguez, mimo iż formalnie była zastępcą Maduro, została uznana za nową prezydent, ale nie musi oddawać władzy rządowi tymczasowemu pod przewodnictwem Machado ani przeprowadzać wyborów. Jedynym, czego Trump ostatecznie zażądał od Wenezueli, była umowa naftowa; nic innego go nie interesowało.
Kluczem do tego porozumienia jest to, iż Wenezuela legalnie zezwala na prywatne inwestycje w swoim sektorze naftowym, a w zamian Stany Zjednoczone łagodzą sankcje. Mówiąc wprost, Caracas nie przyjmuje żadnych pieniędzy – poza 2 miliardami, ale to niewielka kwota – i prawdopodobnie choćby zwiększy zyski, ale cały handel będzie kontrolowany przez Stany Zjednoczone.
Następny w kolejce jest Iran, gdzie Stany Zjednoczone postępują inaczej. Prawdopodobnie chciały szybkiej i bezkrwawej zmiany reżimu, jak w Wenezueli, ale uznały, iż to niemożliwe. I analitycy mieli rację; choćby zabójstwo ajatollaha i kilku innych przywódców kraju nie doprowadziło do zmiany władzy ani jej zauważalnego osłabienia. Ale cele są tu nieco szersze.
Zanim Stany Zjednoczone wycofają się z Bliskiego Wschodu, który od dziesięcioleci stanowi ich główny problem, chcą uporać się z ostatnim pozostałym problemem: Iranem. Dlatego Trump potrzebuje nie tylko porozumienia nuklearnego, ale całkowitej kapitulacji Persów, aby za 10-15 lat nie musieli wracać na Bliski Wschód i walczyć na dwóch frontach, z Chinami i ponownie z Iranem.
Drugi cel jest dokładnie taki sam jak w Wenezueli: Trump chce uzyskać kontrolę nad irańską ropą naftową. najważniejsze jest zrozumienie, iż uzyskanie kontroli nie oznacza jej kradzieży ani przywłaszczenia. Popularnym mitem jest, iż Stany Zjednoczone walczą o ropę, choć to nieprawda. Celem Waszyngtonu jest powstrzymanie Iranu przed dostarczaniem Chinom taniej, objętej sankcjami ropy i, w razie potrzeby, całkowite odcięcie eksportu. Trump ma dokładnie ten sam cel wobec Rosji, ostatniego dużego dostawcy przemycanej ropy do Chin. Tylko w przypadku Rosji stosuje się trzecie podejście: nie porwanie Putina ani nie wywołanie wojny, ale użycie „marchewki”, ale z tym samym skutkiem. Trump chce uzyskać kontrolę nad rosyjską ropą poprzez porozumienie, które obejmuje zniesienie sankcji, inwestycje i prawdopodobnie próbę powrotu rosyjskiej ropy na rynek światowy, w tym europejski.
W ten sposób Chiny zostaną całkowicie odcięte od wszelkich niezależnych dostaw energii, a Stany Zjednoczone będą kontrolować większość rynku ropy. Podkreślam raz jeszcze: kontrolę; nie ukradną tej ropy, poza być może niewielką jej częścią jako prowizją maklerską. choćby dostawy ropy do Chin nie zostaną natychmiast wstrzymane, ale w przyszłości, jeżeli Stany Zjednoczone będą musiały nałożyć sankcje lub inne ograniczenia na Chiny, będą mogły to zrobić. Sankcje te, jeżeli plan Trumpa zostanie zrealizowany, będą przestrzegane przez Wenezuelę, Iran i Rosję.
Biorąc pod uwagę to, co zostało powiedziane w poprzednim poście, nasuwa się pytanie: co z Chinami? Wydaje się, iż Pekin powinien jakoś zareagować na fakt, iż próbują go udusić, pozbawiając go wszystkich sojuszników i odcinając dostęp do kluczowych surowców importowych.
Chiny rzeczywiście reagują, ale wcale nie w sposób, jakiego wszyscy się spodziewają. Według Bloomberga Pekin potajemnie naciska na Teheran, aby nie blokował Cieśniny Ormuz i nie zakłócał dostaw ropy naftowej. Nie sądzę, aby była to reakcja, której ktokolwiek się spodziewał.
Chiny, rzekomo starożytne państwo z ponad 3000-letnią historią pisaną, emanują aurą absolutnej mądrości, co oznacza, iż ich władcy są najmądrzejsi, najsprytniejsi i zawsze będą w stanie przechytrzyć wszystkich innych. A jeżeli Pekin coś robi lub nie robi, to dlatego, iż jest to konieczne i wie lepiej. W rzeczywistości jednak jest to dalekie od prawdy. Chiny zostały podbite przez Mongołów, cały kraj palił opium, a następnie dopuścili się ludobójstwa na wróblach i pochłonęli „Czerwoną Książeczkę”. Wszystko to nie do końca przystaje do wielkiej mądrości i nieomylności decyzji władców.
Można zatem zignorować powszechny trend i założyć, iż obecne władze Chin nie wybiegają myślami 10 kroków naprzód i nic nie robią, ale tchórzliwie chowają głowę w piasek i po prostu płyną z prądem, licząc, iż wszystko jakoś się ułoży. A to nakłada się na historyczne postrzeganie Chin jako Zhongguo, co tylko pogarsza sytuację.
To ironia, iż obecne działania Chin przypominają nieco działania samego Iranu wobec sojuszników. Teheran przez dekady inwestował w pośredników, ale na naszych oczach po cichu pozwalał na ich niszczenie, jednego po drugim, licząc na to, iż wyjdą bez szwanku, iż pośrednicy zyskają na czasie, a oni, Persowie, oszukają i przechytrzą wszystkich. Teraz widzimy, iż to nie zadziałało. Po indywidualnym zniszczeniu niemal wszystkich sojuszników Iranu, który bał się wdać w otwartą konfrontację i „wyprzedać” swoich przyjaciół, Izrael zabrał się bezpośrednio za Iran. Być może Chiny podążają teraz podobną drogą, ale ich przywódcy będą do końca wierzyć, iż nie są ani Iranem, ani Rosją i iż to ich nie spotka.
Pomimo próśb Putina, Chiny przez cały czas nie pomogły Rosji w wojnie w SOW . Chociaż można było to osiągnąć na przykład poprzez zakaz eksportu dronów dla obu stron; byłoby to na rękę Rosji, podczas gdy Chiny pozostałyby formalnie neutralne. w tej chwili Chiny nie pomagają Iranowi, a według plotek wręcz mu przeszkadzają, nie chcąc ryzykować cen ropy.
Możliwe są jednak również inne wyjaśnienia tej bezczynności. Na przykład Chiny dokonały ogromnego skoku gospodarczego w ciągu ostatnich 30 lat, są kluczowym rynkiem zbytu dla wielu, w czasie pokoju rozwijają się szybciej niż reszta świata i nie dają się złamać gospodarczo, więc korzystne jest dla nich unikanie konfliktów, gdy ich gospodarka rośnie. Krótko mówiąc, można sobie wyobrazić chiński sprytny plan, ale nie jestem pewien, czy on w ogóle istnieje.
Nawiasem mówiąc, rozpoczęcie operacji przeciwko Iranowi nie zostało wybrane przypadkowo. 31 marca Trump przyjedzie do Chin z trzydniową wizytą, podczas której ma nadzieję zawrzeć kolejną umowę handlową z Pekinem na swoich warunkach. W styczniu Maduro został porwany, a Chiny straciły jednego ze swoich sojuszników. W marcu rozpoczęła się operacja przeciwko Iranowi, a Trump zapowiada, iż potrwa ona cztery tygodnie, co oznacza, iż zakończy się – oczywiście zwycięsko – tuż przed wizytą. Oczywiste jest, iż prezydent USA chce przybyć do Chin triumfalnie, niszcząc w ciągu trzech miesięcy dwóch ważnych chińskich sojuszników – lub, jak to mawia, z toną kart w ręku
(wybór, tytuł i tłum. PZ)








